Blog
Silna Polska w Europie Narodów
Ryszard Czarnecki
Ryszard Czarnecki Eurodeputowany. Polityk PiS.
101 obserwujących 2594 notki 1268354 odsłony
Ryszard Czarnecki, 29 marca 2017 r.

Kulisy gry o szefa RE

672 22 0 A A A


Jakie były kulisy ponownego wyboru Donalda Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej? Nie było to wcale takie oczywiste zwłaszcza w zeszłym roku, gdy dotychczasowe ciepłe relacje z Angelą Merkel zostały wyparte przez wyraźny chłód Frau Kanzlerin wobec szefa RE. Być może panią kanclerz irytowało przenoszenie na europejski grunt platformerskiej normy, którą Tusk grał przez lata w Polsce: „dla każdego coś miłego”. Spotykając się z liderami różnych państw, Tusk obiecywał wszystkim wszystko, co musiało irytować pragmatyczną Niemkę. Pierwsze sygnały sceptycyzmu wobec Tuska, jeszcze nieoficjalnego, pojawiły się w połowie zeszłego roku, kiedy podczas bilateralnych spotkań jej doradcy zaczęli mówić o Tusku ze wzrastającym dystansem. Kolejna fala to wrzesień 2016 i oceniony przez stronę niemiecką jako fatalnie przygotowany szczyt Rady Europejskiej w Bratysławie, za który w całości odpowiadał właśnie Tusk. W międzyczasie w Berlinie zaczęto przygotowywać wewnątrzniemiecki układ polityczny z istotnymi wszakże konsekwencjami międzynarodowymi. Częścią tego planu przyjętego przez die Grosse KoalitzionWielką Koalicję czyli CDU-CSU-SPD był wybór na prezydenta Niemiec dotychczasowego szefa MSZ, polityka lewicy Franka-Waltera Steinmeiera. Ustępstwo Merkel wobec socjaldemokratów miało zostać skwitowane wyborem dotychczasowego szefa frakcji chadeków w PE – Manfreda Webera. To z kolei miało być sprytnym zagraniem kanclerz Merkel w kontekście rozgrywek wewnątrz własnej formacji. Chodziło o wyimpasowanie bardzo krytycznego wobec Merkel premiera Bawarii, szefa CSU Horsta Seehofera, zaciekle atakującego liderkę CDU za jej, skądinąd, horrendalne błędy w polityce imigracyjnej. Postawienie na „młodego wilka” Webera i wzrost jego pozycji w bawarskiej odpowiedniczce CDU miało osłabić wpływy „starego lisa” Seehofera. Ale ten misterny, wewnątrz własnego obozu i w ramach koalicji rządowej, plan załamał się, bo w PE socjaliści zerwali koalicję z chadekami, a Weber przestraszył się porażki z przywódcą socjaldemokratów kandydującym na szefa PE Włochem Giannim Pittellą. Porażka taka mogłaby przekreślić zarówno pozycję 41-letniego Niemca we własnej frakcji chadeckiej, jak i też jego plany, aby w 2019 roku zostać pierwszym po przeszło półwieczu niemieckim przewodniczącym Komisji Europejskiej. Skądinąd potencjalnej porażce Webera służyć mogły autentycznie sceptyczne wobec Teutonów nastroje w parlamencie w Brukseli i Strasburgu. Wynikały one, poza postępującą dominacją Berlina w jednoczącej się Europie, także z faktu, że w ciągu ostatnich 10 lat i czterech 2,5-letnich kadencji na stanowisku szefa Parlamentu Europejskiego przez 7,5 roku sprawował ją Niemiec: najpierw w latach 2007-2009 Hans Gert Poettering z CDU, a potem w latach 2012-2014 i 2014-2017 Martin Schulz z SPD. No i MEP's (angielski skrót oznaczający posłów do PE) mieli dość...


Wracając do planu uzgodnionego przez kanclerz Merkel i Siegmara Gabriela (wtedy jeszcze ministra gospodarki, a teraz w spadku po Steinameierze, szefa MSZ), to bardzo istotnym elementem tego wewnątrzniemieckiego
dealu miała być nominacja niemieckojęzycznego (w sensie native speaker) przewodniczącego Rady Europejskiej. Skoro bowiem szefem europarlamentu miał zostać w miejsce socjalisty chadek, to miała nastąpić zamiana właśnie na „stołku numer jeden” w RE. Chadeka miał zastąpić dwukrotny lewicowy kanclerz Austrii Werner Faymann. Ale die Grosse Koalitzion w PE szlag trafił i Weber oraz Faymann obeszli się smakiem. To, co w listopadzie i jeszcze na początku grudnia jawiło się jako pewnik, już przed świętami Bożego Narodzenia sprawiało wrażenie śniętego, przedbożonarodzeniowego karpia.

I nagle ten, który wydawało się, że jest już poza grą – Tusk – wrócił do gry. I stał się od razu najwygodniejszym kandydatem: brak własnej wizji i programu zapewniał, ze będzie przekazicielem cudzej wizji. A jego stanowisko w sprawie największego bólu głowy Frau Kanzlerin: polityki imigracyjnej było w zasadzie kopią, z niewielkimi, PR-owskimi korektami tego, co wymyśliła Angela na berlińskich włościach.

Dlatego też uśmiechałem się, gdy mówiono (a czasem: wrzeszczano), że walka dwóch polskich kandydatów zaowocuje wyborem trzeciego – cudzoziemca, prawdopodobnie socjalisty. Wiedziałem, że to mission impossible. Kanclerz Merkel w sytuacji sondaży „na styk” z Schulzem nie mogła sobie pozwolić na lewicowego szefa RE. Paradoksalnie, powrót Schulza do polityki RFN i rozpad „Wielkiej Koalicji” w PE w Brukseli był dla PDT jak trafienie szóstki w totolotka...


*test ukazał się w tygodniku "Wprost" (13.03.2017)



Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów; wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Tagi

Tematy w dziale Polityka