Blog
Silna Polska w Europie Narodów
Ryszard Czarnecki
Ryszard Czarnecki Eurodeputowany. Polityk PiS.
101 obserwujących 2621 notek 1278098 odsłon
Ryszard Czarnecki, 19 kwietnia 2017 r.

Pomysł bycia prezesem PKOl zrodził się wewnątrz stowarzyszenia

219 4 0 A A A

Polityk Ryszard Czarnecki chce zostać prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego. - Ktoś będący wiceszefem jednej z trzech najważniejszych instytucji Unii Europejskiej, mający bardzo duże kontakty międzynarodowe i możliwości, może kierować narodowym komitetem olimpijskim, wykorzystując dla jego dobra osobistą pozycję zawodową - przekonuje wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego. Jego rywalem w sobotnich wyborach będzie Andrzej Kraśnicki.


Jest Pan politykiem Prawa i Sprawiedliwości i wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Chce Pan zostać prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Będzie Pan w stanie połączyć wszystkie funkcje?


Nie widzę przeszkód. Gdybym wygrał, zachowałbym funkcję wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego, tam zarabiam pieniądze. Funkcję prezesa PKOl sprawowałbym społecznie, czyli bez pobierania wynagrodzenia. Sądzę, że w przypadku mojego zwycięstwa w wyborach będą same plusy dla polskiego sportu. Ktoś będący wiceszefem jednej z trzech najważniejszych instytucji Unii Europejskiej, mający bardzo duże kontakty międzynarodowe i możliwości, może kierować narodowym komitetem olimpijskim, wykorzystując dla jego dobra osobistą pozycję zawodową.


Sport z definicji powinien być apolityczny.


Obecny szef PKOl był wiceministrem w rządzie SLD. W składzie delegatów na zgromadzenie PKOl jest prezes partii PSL, a także szereg byłych lub aktualnych posłów wielu partii. Wśród prezesów lub wiceprezesów związków lub klubów są lub byli czynni, albo byli już politycy. Przenikanie światów polityki i sportu istnieje od zawsze, więc nie jestem wyjątkiem. Pamiętać należy o jednym, gdy działa się na rzecz sportu, to legitymację partyjną należy zostawić w szatni.


Skąd wzięła się Pana decyzja, by kandydować?


Zgłosili się do mnie ludzie z wewnątrz PKOl, następnie Polski Związek Piłki Siatkowej, a za nim parę kolejnych, a także przedstawiciele różnych struktur reprezentowanych w ramach PKOl. To oni zaczęli mnie namawiać. Rękawicę podjąłem. Mam swój program, który mogę przedstawić i cały czas czekam, aż zrobi to mój konkurent. Niestety, nie chciał wziąć udziału w debacie publicznej, nie wypowiada się dla mediów. Szkoda. Powinniśmy być transparentni. Wszystko po to, by rozpocząć rozmowy na temat polskiego sportu i jego przyszłości, znaleźć powody, dla których nie jest tak mocny, jaki powinien być. Wymusić na strukturach państwowych większą troskę o wyczynowy sport i jego systematyczne finansowanie. Nie na zasadzie przyznania dotacji raz na kilka lat, ale poprzez stworzenie wieloletniego systemu finansowania sportu wyczynowego.


W poprzednich latach dwukrotnie startował Pan w wyborach na prezesa PZPN. Niepowodzenia Pana nie zniechęciły?


Za pierwszym razem zabrakło mi jednego głosu w prawyborach wśród klubów Ekstraklasy, aby znaleźć się w trójce oficjalnych kandydatów tej klasy rozgrywkowej na szefa Związku. Stało się tak, bo nie dojechał wiceprezes Polonii Bytom, który mnie popierał. Ale to było przed laty. Sprawę mojego kandydowania na prezesa PZPN uważam za zamkniętą, nie będę więcej próbował. Cieszę się natomiast, że przez parę lat mogłem pracować społecznie, jak zawsze zresztą, jako wiceprzewodniczący Wydziału Zagranicznego PZPN. I to w okresie, gdy wraz z Ukrainą staraliśmy się o organizacje mistrzostw Europy w 2012 r. Pamiętam negocjacje, także z moim udziałem, zakończone sukcesem Polski: PZPN, ale też ówczesnego rządu premiera Jarosława Kaczyńskiego. Wspomniał Pan o programie.


Jakie są jego najważniejsze punkty?


Proponuję stworzenie Polskiego Funduszu Olimpijskiego. Dzięki niemu źródłem dochodu nie byłyby tylko dotacje ze strony spółek skarbu państwa. Firmy sponsorujące sport miałyby możliwość odpisów podatkowych na korzystniejszych warunkach. Takie rozwiązanie jest znane z krajów Europy Zachodniej i tych spoza UE. Chodzi o to, aby polski sport miał systematyczne wsparcie finansowe na dłuższy okres. Dziś duże związki sportowe sobie radzą, ale małe mają kłopoty. Dzięki funduszowi związki mogą z góry wiedzieć, że za pięć czy siedem lat będą dostawać w miarę określone kwoty, co pozwoli im realizować swoje plany. Drugą kwestią jest zwiększenie reprezentacji Polski w strukturach Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego i jego odpowiednika. Na razie jest nas w MKOl mniej niż reprezentantów wielu mniejszych krajów.


Jak Pan zamierza przekonać delegatów. Poza PZPS większość związku ponoć wspiera obecnego szefa PKOl. Poparcie podpisała mniej niż połowa związków.


Zrobiła to wtedy, gdy nie byłem jeszcze kandydatem. Dlatego dziś proporcje są inne. Z drugiej strony miał Pan mało czasu na kampanię. Czasu było mało, fakt. Ale rozmawiałem z wieloma prezesami i działaczami. Były to bardzo ciekawe dyskusje, poszerzające mój horyzont. Pokazujące jeszcze lepiej problemy i bolączki polskiego sportu, ale też rysujące pewne rozwiązania, które warto wcielić w życie.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów; wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @OBSERWATOR24 Dziękuję, niedługo wydam książkę z takimi właśnie reportażami.
  • @TEODOR49 Dziękuję za dobre słowa.
  • @MAREK.W Dziękuję za miłe słowa. Co do Rosji: niestety, znacznie dłużej niż rok...

Tagi

Tematy w dziale Sport